Jeszcze na dobre nie zagościła wiosna, a my już marzymy o upalnych wczasach. Relaks, słońce, plaża… a na sobie fantastyczne bikini. Czy po tak długiej, mroźnej zimie nam się to nie należy… 

Ta część garderoby zapisała istotną kartę w historii ubioru. To właśnie za sprawą kostiumu kąpielowego kobiety po raz pierwszy publicznie odsłoniły ręce i nogi. Jego historia sięga czasów antycznych, we Francji i Anglii używany od lat sześćdziesiątych XIX stulecia.  U nas zyskał popularność dopiero na przełomie XIX/XX wieku, kiedy to wiele młodych Polek wzorem angielskich koleżanek zaczęło czynnie spędzać letnie przedpołudnia nad wodą.

Ówczesny strój kąpielowy wykonany z granatowego lub czerwonego drelichu, składał się z długiej bluzy z wyłożonym marynarskim kołnierzem, przepasanej ozdobną szarfą, i obszernych sięgających do kolan majtek. Całość obficie zdobiona falbankami i naszyciami tasiemek, noszona była na gorsecie i zdejmowana natychmiast po wyjściu z wody. Na plażach ówczesnej Europy obowiązywały dwa stroje, jeden do przebywania w wodzie i drugi poza nią. Nie przystało, aby dama pokazywała się w mokrym, przylegającym kostiumie. Po wyjściu z wody służące rozkładały prześcieradło  pod którego osłoną kobieta udawała się do przebieralni. Oczywiście nie zapominano o dodatkach, do kostiumu zakładano płytkie, pantofelki, wiązane tasiemkami na łydkach oraz chroniący włosy gumowy czepek z falbanką.*

Z biegiem lat, wraz ze swobodą obyczajów krój stroju kąpielowego ewoluował. Fasony bardziej podkreślają kobiecą sylwetkę, więcej odkrywając niż zakrywając. Dużą popularność zyskały kostiumy dwuczęściowe. Biustonosz zwykle usztywniany, który unosi i formuje biust oraz figi lub nieco dłuższe szorty do wyboru. Dzisiejsze bikini to wciąż jedyna forma bielizny w której wypada pokazać się publicznie.

* informacje zaczerpnięte z „Tysiąc lat ubiorów w Polsce”  prof. Anny Sieradzkiej